Sławny antarktyczny kryl znajduje się w zagrożeniu. Jest to mały, przypominając krewetkę skorupiak, ale jego wielka obfitość czyni go jednym z największych źródeł białek na Ziemi, żywo poszukiwanych przez ryby, pingwiny, wieloryby i człowieka. Od lat 70. jego zasoby mogły skurczyć się nawet o 80 proc. - poinformował magazyn Science
Ekolodzy ostrzegają że gwałtownie rosnące połowy kryla zagrażających środowisku i żądają lepszego monitoringu i zarządzania połowami kryla.
Globalny przemysł hodowli ryb, w coraz większym stopniu opiera się na wytwarzanym z kryla pokarmie i enzymach; związki chemiczne otrzymywane z kryla znajdują się w wielu produktach medycznych i dietetycznych. Dla przykładu, Aker Biomarine, norweska firma z Oslo, specjalizująca się w połowach i przetwarzaniu antarktycznego kryla z Oceanu Południowego, dla zwiększenia połowów zmodernizowała swój statek do zbierana kryla, Saga Sea. W I połowie 2010 roku wyprodukował on 8600 mięsa kryla na rynek hodowlany, co oznacza wzrost w stosunku do 6200 ton w całym sezonie 2009. Cały połów kryla w obecnym sezonie jest spodziewany na poziomie 150.000-180.000 ton, co oznacza wzrost o 40 proc. w porównaniu do zeszłego roku.
W maju połowy kryla Aker Biomarine były certyfikowane przez londyńską organizację Marine Stewardship Council (MSC), zajmującą się promowaniem zrównoważonych praktyk rybackich poprzez umożliwianie połowów z certyfikowanych przez MSC łowisk, oznakowanych jako takie. Jednak The Pew Environment Group, organizacja ochrony środowiska, z siedzibą w Waszyngtonie miała wątpliwości, argumentując, że łowienie pokarmu rybnego nie powinno podlegać certyfikacji MSC. Konflikt zapewne dojdzie do szczytu w czasie październikowego spotkania Convention for the Conservation of Antarctic Marine Living Resources (CCAMLR), międzynarodowego ciała odpowiadającego za zarządzanie połowami na Południowym Oceanie.
Jedną z kwestii do debaty stanie się roczny limit połowów CCAMLR wynoszący 3,47 mln ton w atlantyckich granicach Oceanu Południowego, głównym łowisku antarktycznego kryla.
"Obecnie zarządzanie połowami kryla nie potrafi uwzględnić subtelności ekosystemu" - mówi Science biolog morski Volker Siegel z Instytutu Połowów Morskich w Hamburgu w Niemczech, członek delegacji Unii Europejskiej w CCAMLR, Siegel twierdzi, że zamiast tworzyć limit wielkości oceanicznych, połowy kryla powinny być regulowane w mniejszej skali, jako że większość ich jest ograniczona do kilku stref.
Inne obawy dotyczą liczby statków do połowów skierowanych na Południowy Ocean. Działają tam trzy statki norweskie, zaś Chiny spodziewają się szybkiego wzrostu połów po skierowaniu pierwszego statku do łowienia kryla w obecnym roku.
"Jeśli Chiny zaczną łowić na wielką skalę, połowy wzrosną szybko, przekraczając nasze możliwości do porządnego zarządzania nimi" - mówi Science biolog morski Steve Nicol z Australian Antarctic Division w Kingston w Tasmanii, który doradza australijskiemu rządowi przy połowach kryla.
Badacze podejrzewają, że kryl antarktyczny odczuwa skutki zmiany klimatu. Larwy kryla żywią się na algach, egzystujących na dolnej warstwie lodu morskiego, którego szybko ubywa wokół wybrzeży Antarktydy. Według jednego z szacunków, ilość kryla w Oceanie Południowym mogła spaść nawet o 80 proc. w porównaniu z latami 70. Jednak "nie ma definitywnej odpowiedzi na to w jaki sposób kryl odpowiada na ocieplenie" - zauważa Nicol. Jest także niejasne, w jaki sposób zasoby kryla przemieszczają się do znanych rejonów i ile żyje ich na głębokości większej niż 200 metrów poniżej strefy intensywnych połowów i penetrowanych regionów oceanu.
Obowiązkowi obserwatorzy naukowi na pokładzie wszystkich statków do połowów kryla mogliby pomóc odpowiedzieć na te pytania, dodaje Nicol. Naukowcy są przyjmowani na pokład Saga Sea, ale japońscy i południowokoreańscy właściciele statków odrzucają te pomysły. W takim razie nadal jest wiele watpliwości, jeśli chodzi o populację kryla. "Nie wolno nam pozwolić, aby połowy wzrosły zbyt szybko. Nie chcemy znaleźć się w sytuacji, w której będziemy musieli powiedzieć ludziom, żeby zabrali swoje łodzie, bo pozwoliliśmy im łowić zbyt wiele, jak stało się to na innych łowiskach" - zauważa Nicol. (PAP)
mmej/ tot/
Miniaturowa przekładnia samochodowa wspomoże latające miniroboty5.09.Warszawa (PAP) - Inżynierowie z Uniwersytetu Harvard opracowali dyferencjał samochodowy zminiaturyzowany w milionowej skali. Wspomoże on projektowanie minirobotów latających, używanych przy zadaniach ochrony środowiska, pożarach lasów i w innych miejscach zbyt niebezpiecznych dla człowieka - pisze magazyn Science. Nowym celem badaczy jest osiągnięcie pasywnego zbalansowania sił aerodynamicznych spotykanych w locie przez te miniaturowe urządzenia, tak aby ich skrzydła wyginały się asymetrycznie w odpowiedzi na prądy powietrzne, uszkodzenia ich powierzchni i inne okoliczności występujące w świecie rzeczywistym. "Zespół napędowy dla latających mikrorobotów dzieli wiele charakterystyk z samochodami z napędem na dwa koła. Oba kierują moc z jednego źródła napędowego do pary kół bądź skrzydeł. Ale nasz mechanizm różnicowy PARIT (Passive Aeromechanical Regulation of Imbalanced Torques) tworzy moment obrotowy 10 mln razy mniejszy niż w samochodzie, o długości 5 mm i waży 1/100 grama - milionową część masy dyferencjału samochodowego" - mówi Science prowadzący badania Pratheev S. Sreetharan, absolwent Harvard School of Engineering and Applied Sciences Roboty latające o wysokich osiągach, takie jak uczeni z Harvard opisali w Journal of Mechanical Design mogą być używane do sprawdzania obszarów wydających się zbyt niebezpiecznymi dla ludzi. Naukowcy w instytucjach badawczych jak University of California, Berkeley, University of Delaware, Delft University of Technology w Holandii oraz Uniwersytecie Tokijskim badają mikroroboty latające jako tanie, dostępne narzędzia, które pewnego dnia mogą być użyte w operacjach ratowniczych, rolnictwie, monitoringu środowiskowym oraz eksploracji niebezpiecznych środowisk. Aby latać w nieprzewidywalnych środowiskach, latające mikroroboty - jak owady, najszybsi lotnicy natury - muszą równać do warunków zmieniających się z sekundy na sekundę. Owady zwykle osiągają to poprzez wyginanie skrzydeł w sposób skoordynowany, proces, którego kinematyka i podstawy aerodynamiczne wydaje się słabo zrozumiały. Sreetharan i współautor pracy, profesor inżynierii na Harvardzie Robert J. Wood zauważyli, że oparty na owadzie mikrorobot nie potrzebuje kompleksowego elektronicznego systemu sterowania do precyzyjnej kontroli pozycji skrzydeł.
"Nie interesuje nas tak bardzo pozycja skrzydeł, jak moment obrotowy, które generują. Nasz projekt używa >> mechanicznej inteligencji<< do określenia prawidłowej szybkości skrzydeł i amplitudy zrównoważenia innych sił oddziaływujących na robota. Może on zmniejszyć bądź zwiększyć szybkość automatycznie aż do skorygowania niestabilności" powiedział Science prof. Robert J. Wood
Sreetharan i Wood odkryli, że nawet jeśli znaczące partie skrzydeł latającego robota zostaną usunięte, automatyczna korekcja wprowadzana przez jego dyferencjał PARIT pozwala zespołowi napędowemu urządzenia zachować stabilność w locie. Mniejsze skrzydła po prostu poruszają się mocniej dla zachowania momentu obrotowego generowanego przez nienaruszone ich powierzchnie, osiągając szybkość uderzeń 6600 obrotów na minutęInżynierowie z Harvard sądzą, że ich pasywne podejście do regulacji sił generowanych w locie może być preferowane w stosunku do podejścia aktywnego zawierającego elektroniczne czujniki i systemy obliczeniowe, mogące dodawać wagi i skomplikowania urządzeniom, które powinny pozostać tak małe i lekkie jak to jest możliwe. Obecna generacja powietrznych mikrorobotów ma wielkość i wagę wielu owadów; nawet wydają podobnie bzykające dźwięki w trakcie lotu.
"Podejrzewamy, że podobne pasywne podejście egzystuje w naturze w istniejących owadach. Bierzemy swoją inspirację z biologii, z eleganckiej prostoty, która wypływa z tak wielu naturalnych systemów" - mówi Sreetharan.